Miałem nie wypowiadać się na ten temat, ale czytając codziennie w prasie i internecie, słysząc w radio i telewizji, a nawet na ulicy i w autobusie nienawistne wypowiedzi w sprawie uchodźców, nie mogę zgodzić się na to, aby tylko jedna strona miała głos.
Fala uprzedzeń i nienawiści wynika ze zwykłego strachu przed obcym - to oczywiste.
Ale o ile strach przed obcym jest zrozumiały, o tyle oparta na nim argumentacja jest już irracjonalna i jako taka nieważna.
Dobrze wiem, że jeżeli ktoś uwierzył w nieracjonalne argumenty, te racjonalne nie przemówią mu do rozsądku. Nie chcę nikomu do rozsądku przemawiać. Nie chcę też jednak, aby moje milczenie było równoznaczne ze zgodą na mowę nienawiści.
Politycy, media i rzesze bardziej lub mniej anonimowych komentatorów straszą nas konsekwencjami przyjęcia uchodźców jako kresem naszej kultury.
Doprawdy słabe muszą być podstawy tej kultury, skoro 10 tysięcy imigrantów jest w stanie zmienić porządek obyczajowy i prawny 38-milionowego kraju.
Bez obaw - lobby homoseksualne, znacznie liczniejsze od Syryjczyków, od lat nie jest w stanie przeforsować ustawy o związkach partnerskich. Dlaczego więc 10 tysiącom uchodźców miałoby się udać nakłonić polski Sejm do wprowadzenia szariatu?
To nie Syryjczycy są zagrożeniem, a Polacy.
Nie słyszałem, by Syryjczycy czymkolwiek nam zagrozili. Polacy zaś codziennie w tysiącach komentarzy grożą uchodźcom zabójstwami i holokaustem.
Mam wrażenie, że straszenie nas zbrodniami popełnianymi na Polakach przez uchodźców jest niestety projekcją żądzy krwi, która siedzi w samych ksenofobicznych Polakach. Te wszystkie komentarze są tego dowodem.
I tak, bardziej boję się tych zwykłych Polaków, których mijam na ulicy lub w autobusie, niż syryjskich uchodźców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz