Od kilku tygodni zastanawiam się, kto uprawia większą propagandę – rząd, czy TVP.
Że media publiczne różnią się w swym przekazie od prywatnych
jest oczywiście zupełnie zrozumiałe – zawsze tak było. I piszę to bez krzty
oceny jednych bądź drugich. Na kształt prasy zawsze coś lub ktoś miał wpływ,
jak nie polityka, to pieniądze.
Niezależnie od tych wpływów media powinny jak najbardziej
kontrolować i kwestionować poczynania władzy. O ile te prywatne, w swoich
serwisach informacyjnych, krytykowały dotąd zarówno rząd, jak i opozycję,
zachowując przynajmniej pozory obiektywizmu, o tyle telewizja publiczna była zawsze
dużo bardziej jednoznaczna.
Pamiętam doskonale, że już za rządów Platformy Obywatelskiej
Wiadomości były wyjątkowo propisowskie. Odkąd Prawo i Sprawiedliwość przejęło
władzę, zjawisko to zostało wyniesione na szczyty absurdu i stało się nie do
zniesienia.
Ale do rzeczy. Oglądam ostatnio Fakty i Wiadomości, bo
dywersyfikacja źródeł informacji jest jedynym sposobem na zachowanie zdrowego
rozsądku w świecie dzisiejszych mediów. Niestety coraz częściej najzwyczajniej
trafia mnie szlag, gdy słucham telewizji publicznej.
Przykłady? Proszę bardzo.
10 kwietnia 2016. 6 rocznica katastrofy smoleńskiej. Poranne
uroczystości odbywały się w kilku miejscach, między innymi w Smoleńsku, na
Wojskowych Powązkach i na Krakowskim Przedmieściu. TVP Info relacjonuje dwa
pierwsze wydarzenia urywanymi zdjęciami (bez dźwięku, bo w tym czasie goście w
studio opowiadają o zamachu). Potem nastąpiła pełna, nieprzerwana transmisja z
Apelu pamięci pod Pałacem Prezydenckim, który wyglądał następująco:
- odczytanie nazwisk ofiar
- „Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, złoży kwiaty w hołdzie ofiarom katastrofy”
- modlitwa.
Premier Beata Szydło stała obok prezesa, w zasadzie nie
wiadomo po co.
Ewidentnie była to uroczystość partyjna, żeby nie powiedzieć
prywatna Jarosława Kaczyńskiego. Kukiełkowa obecność Beaty Szydło tego nie
zmienia.
Jasne, Jarosław Kaczyński i PiS mają prawo do urządzania
dowolnych uroczystości, marszy i apeli. To mnie nie oburza, do tego
przywykliśmy. Rocznica katastrofy zamieniona znów została w spektakl jednego
człowieka. Trudno.
Tylko dlaczego telewizja publiczna serwuje nam pełną
transmisję na żywo, nie zakłóconą nawet słowem komentarza, tej prywatnej
uroczystości, a nie tego, co działo się na Powązkach, gdzie miały miejsce
bardziej ogólne obchody?
TVPiS? Po 10 kwietnia to jak najbardziej uzasadniona
parafraza (lub raczej przezwisko).
Obchody rocznicy wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim
trudno określić jako partyjne. Jednak i tu media, zwane przez niektórych
reżimowymi, znalazły coś dla siebie i propartyjnej (bo nie prorządowej)
propagandy. Wiadomości skupiły się nie na relacji z uroczystości, a na krytyce
prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wszystko przez jeden fragment jej
wystąpienia:
"Kilka miesięcy temu we Wrocławiu spalono kukłę Żyda, a kilka dni temu, w ślad za milczącą postawą polityków podczas tamtych wydarzeń, w Katedrze w Białymstoku odprawiono mszę, podczas której szkalowano Polaków i Polki o odmiennych poglądach. Niektórym narodowościom nawet odbierano prawo istnienia. Nie może być i trudno w to uwierzyć, że w kraju, który przeżył już podobne sytuacje w historii, może być milcząca zgoda na takie zachowania".
Reportaż głównego serwisu informacyjnego TVP wyglądał
następująco:
- Hanna Gronkiewicz-Waltz odczytuje powyższe słowa
- kilka osób, związanych oczywiście z PiSem) wypowiada się w charakterze ekspertów. Wypowiedzi są dość krótkie i odmieniane są w nich naprzemiennie słowa: międzypartyjna rozgrywka, gra polityczna, gierki partyjne
kontrargumenty wobec krytyków prezydent Warszawy.
No właśnie. Żadnej polemiki nie było.
Oczywiście członkowie i sympatycy Prawa i Sprawiedliwości
mają prawo do wyrażania własnych opinii (bądź opinii Jarosława Kaczyńskiego).
Od Wiadomości oczekiwałbym jednak bardziej zrównoważonego dziennikarstwa, a nie
tylko powtarzania pisowskiego przekazu dnia. Czy założenie jest takie, że gdy
wiele osób powtórzy jedno zdanie, to staje się ono prawdziwe?
Przecież Hanna Gronkiewicz-Waltz nie powiedziała nic, co nie
byłoby zgodne ze stanem faktycznym. Wspomniane przez nią wydarzenia miały
miejsce, a krytyka władzy i polityków, zawarta w jej wypowiedzi, dotyczy także
Platformy Obywatelskiej (z którą związany jest choćby prezydent Białegostoku). Wkrótce potem zlikwidowano Radę do spraw
Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i związanej z nimi
Nietolerancji, a w ślad za tym dowiedzieliśmy się, że rasizm nie
przeszkadza pełnomocnikowi rządu ds. równego traktowania.
Gierki partyjne? Wiadomości, seriously?
Media publiczne wkrótce staną się narodowe. Kiedyś nikogo by
to pewnie nie oburzało. Narodowe jest przecież Muzeum. I PGE jest Narodowy
(cokolwiek to znaczy). Jest i Teatr Narodowy. I jest to dobre, znaczy, że te
instytucje są wspólne i służą wszystkim Polkom i Polakom. Odkąd jednak prawica
przywłaszczyła sobie monopol na patriotyzm, określając jednocześnie wrogami
Polski i Narodu wszystkich tych, którzy się z jej poglądami nie zgadzają, a
więc, de facto, wykluczając z Narodu
przeciwników politycznych, przymiotnik narodowy
zyskał nowe, odrażające znaczenie, związane z jedną opcją polityczną i
przywołujące na myśl nazizm. Etymologia tego ostatniego terminu też zresztą
zakorzeniona jest w słowie naród.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz