poniedziałek, 23 maja 2016

O mediach publicznych vel narodowych


Od kilku tygodni zastanawiam się, kto uprawia większą propagandę – rząd, czy TVP.


Że media publiczne różnią się w swym przekazie od prywatnych jest oczywiście zupełnie zrozumiałe – zawsze tak było. I piszę to bez krzty oceny jednych bądź drugich. Na kształt prasy zawsze coś lub ktoś miał wpływ, jak nie polityka, to pieniądze.

Niezależnie od tych wpływów media powinny jak najbardziej kontrolować i kwestionować poczynania władzy. O ile te prywatne, w swoich serwisach informacyjnych, krytykowały dotąd zarówno rząd, jak i opozycję, zachowując przynajmniej pozory obiektywizmu, o tyle telewizja publiczna była zawsze dużo bardziej jednoznaczna.

Pamiętam doskonale, że już za rządów Platformy Obywatelskiej Wiadomości były wyjątkowo propisowskie. Odkąd Prawo i Sprawiedliwość przejęło władzę, zjawisko to zostało wyniesione na szczyty absurdu i stało się nie do zniesienia.

Ale do rzeczy. Oglądam ostatnio Fakty i Wiadomości, bo dywersyfikacja źródeł informacji jest jedynym sposobem na zachowanie zdrowego rozsądku w świecie dzisiejszych mediów. Niestety coraz częściej najzwyczajniej trafia mnie szlag, gdy słucham telewizji publicznej.
Przykłady? Proszę bardzo.

10 kwietnia 2016. 6 rocznica katastrofy smoleńskiej. Poranne uroczystości odbywały się w kilku miejscach, między innymi w Smoleńsku, na Wojskowych Powązkach i na Krakowskim Przedmieściu. TVP Info relacjonuje dwa pierwsze wydarzenia urywanymi zdjęciami (bez dźwięku, bo w tym czasie goście w studio opowiadają o zamachu). Potem nastąpiła pełna, nieprzerwana transmisja z Apelu pamięci pod Pałacem Prezydenckim, który wyglądał następująco:

  • odczytanie nazwisk ofiar
  • Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, złoży kwiaty w hołdzie ofiarom katastrofy
  • modlitwa.


Premier Beata Szydło stała obok prezesa, w zasadzie nie wiadomo po co.

Ewidentnie była to uroczystość partyjna, żeby nie powiedzieć prywatna Jarosława Kaczyńskiego. Kukiełkowa obecność Beaty Szydło tego nie zmienia.

Jasne, Jarosław Kaczyński i PiS mają prawo do urządzania dowolnych uroczystości, marszy i apeli. To mnie nie oburza, do tego przywykliśmy. Rocznica katastrofy zamieniona znów została w spektakl jednego człowieka. Trudno.

Tylko dlaczego telewizja publiczna serwuje nam pełną transmisję na żywo, nie zakłóconą nawet słowem komentarza, tej prywatnej uroczystości, a nie tego, co działo się na Powązkach, gdzie miały miejsce bardziej ogólne obchody?

TVPiS? Po 10 kwietnia to jak najbardziej uzasadniona parafraza (lub raczej przezwisko).

Obchody rocznicy wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim trudno określić jako partyjne. Jednak i tu media, zwane przez niektórych reżimowymi, znalazły coś dla siebie i propartyjnej (bo nie prorządowej) propagandy. Wiadomości skupiły się nie na relacji z uroczystości, a na krytyce prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wszystko przez jeden fragment jej wystąpienia:

"Kilka miesięcy temu we Wrocławiu spalono kukłę Żyda, a kilka dni temu, w ślad za milczącą postawą polityków podczas tamtych wydarzeń, w Katedrze w Białymstoku odprawiono mszę, podczas której szkalowano Polaków i Polki o odmiennych poglądach. Niektórym narodowościom nawet odbierano prawo istnienia. Nie może być i trudno w to uwierzyć, że w kraju, który przeżył już podobne sytuacje w historii, może być milcząca zgoda na takie zachowania".

Reportaż głównego serwisu informacyjnego TVP wyglądał następująco:

  • Hanna Gronkiewicz-Waltz odczytuje powyższe słowa
  • kilka osób, związanych oczywiście z PiSem) wypowiada się w charakterze ekspertów. Wypowiedzi są dość krótkie i odmieniane są w nich naprzemiennie słowa: międzypartyjna rozgrywka, gra polityczna, gierki partyjne
  • kontrargumenty wobec krytyków prezydent Warszawy.

No właśnie. Żadnej polemiki nie było.

Oczywiście członkowie i sympatycy Prawa i Sprawiedliwości mają prawo do wyrażania własnych opinii (bądź opinii Jarosława Kaczyńskiego). Od Wiadomości oczekiwałbym jednak bardziej zrównoważonego dziennikarstwa, a nie tylko powtarzania pisowskiego przekazu dnia. Czy założenie jest takie, że gdy wiele osób powtórzy jedno zdanie, to staje się ono prawdziwe?

Przecież Hanna Gronkiewicz-Waltz nie powiedziała nic, co nie byłoby zgodne ze stanem faktycznym. Wspomniane przez nią wydarzenia miały miejsce, a krytyka władzy i polityków, zawarta w jej wypowiedzi, dotyczy także Platformy Obywatelskiej (z którą związany jest choćby prezydent Białegostoku). Wkrótce potem zlikwidowano Radę do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i związanej z nimi Nietolerancji, a w ślad za tym dowiedzieliśmy się, że rasizm nie przeszkadza pełnomocnikowi rządu ds. równego traktowania.

Gierki partyjne? Wiadomości, seriously?

Media publiczne wkrótce staną się narodowe. Kiedyś nikogo by to pewnie nie oburzało. Narodowe jest przecież Muzeum. I PGE jest Narodowy (cokolwiek to znaczy). Jest i Teatr Narodowy. I jest to dobre, znaczy, że te instytucje są wspólne i służą wszystkim Polkom i Polakom. Odkąd jednak prawica przywłaszczyła sobie monopol na patriotyzm, określając jednocześnie wrogami Polski i Narodu wszystkich tych, którzy się z jej poglądami nie zgadzają, a więc, de facto, wykluczając z Narodu przeciwników politycznych, przymiotnik narodowy zyskał nowe, odrażające znaczenie, związane z jedną opcją polityczną i przywołujące na myśl nazizm. Etymologia tego ostatniego terminu też zresztą zakorzeniona jest w słowie naród.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz