Rekonstrukcja rządu stała się faktem. Można się oczywiście cieszyć, że najbardziej kontrowersyjni ministrowie, ci którzy przez dwa lata nie mieli wytchnienia w kompromitowaniu Polski, żegnają się z dotychczasowymi stanowiskami. Tylko czy te personalne zmiany zapowiadają również zmianę polityki, która, jak wiadomo, dzieje się przede wszystkim na Nowogrodzkiej?
Rząd w nowej odsłonie wolny od kontrowersji i kompromitacji nie jest.
Mariusz Błaszczak, który wsławił się m.in. tym, że nie dostrzega w Polsce
przestępstw z nienawiści, ba!, nawet faszystowskich transparentów na Marszu
niepodległości nie zauważył, stanie teraz na czele Ministerstwa Obrony
Narodowej. Służby pod jego rządami w MSWiA zaliczały wizerunkową wpadkę za
wpadką. Czy będzie Mariusz Błaszczak godnym następcą Antoniego Macierewicza?
Można przypuszczać, że skompromituje wojsko tak, jak skompromitował policję.
Czy armię opuszczą kolejni doświadczeni wojskowi (z tych, którzy z jakiegoś
powodu jeszcze się za Macierewicza ostali)? Czas pokaże.
A co z Macierewiczem? Smoleńsk się kończy – ostatnia miesięcznica
zapowiedziana jest przecież na kwiecień 2018. Alternatywne śledztwo nie
udowodniło tez o zamachu. Wrak samolotu nie wrócił do kraju. Jarosław Kaczyński
wie, że to paliwo się wyczerpało, a smoleńska religia od samego początku oparta
była na kłamstwie. Macierewicz nadawał się tylko do bycia jej twarzą – nikt inny
nie był dość szalony i nieobliczalny, by firmować ją swoim nazwiskiem. Jego
pozycja jako ministra miało ją też uwiarygodnić, ale okazało się, że
Ministerstwo Obrony Narodowej nie tylko katastrofą się zajmuje, co doprowadziło
do kompromitacji resortu na wielu płaszczyznach, a nawet otwartego konfliktu
ministra z prezydentem – zwierzchnikiem sił zbrojnych. Odwołanie Macierewicza
to niewątpliwy sukces Andrzeja Dudy, choć nie jest to żaden powód do radości.
Zapewne jest to cena, jaką Jarosław Kaczyński musiał zapłacić za podpis
prezydenta pod reformami sądownictwa.
Sam Antoni Macierewicz na pewno nie da o sobie zapomnieć i nie pozwoli znów
się zepchnąć na polityczny margines. Jarosław Kaczyński też mu na to nie
pozwoli, gdyż Macierewicz przemawia do sporego grona wyborców PiS-u.
Pozostaje jeszcze kwestia MSWiA po odejściu Błaszczaka. Zmiana tutaj też
nie napawa optymizmem. Nadzór nad policją będzie miał Joachim Brudziński, ten
sam, który bardziej przypomina zwykłego ulicznego zadymiarza (wystarczy wspomnieć prowadzone przez niego protesty za rządów Platformy Obywatelskiej), niż polityka, ten sam,
który w kierunku protestujących w obronie Trybunału Konstytucyjnego dokończył,
rzucone przez Kaczyńskiego hasło: „Cała Polska z was się śmieje… komuniści i
złodzieje” (13 grudnia 2015). Zawsze posłuszny i zawsze w najbliższym otoczeniu prezesa PiS, na
pewno z jeszcze większą żarliwością będzie „zabezpieczał” partyjne demonstracje
i antyrządowe protesty.
Kolejna dobra zmiana nastąpiła w Ministerstwie Zdrowia, głównie chyba ze
względu na ostatnie kłopoty służby zdrowia i wyjątkową niepopularność ministra
Radziwiłła. O nowym ministrze zdrowia niewiele dziś można powiedzieć. Czy to
tylko zmiana twarzy na taką, która jeszcze się źle nie kojarzy, czy zapowiedź
faktycznego dialogu w celu poprawy sytuacji pacjentów i lekarzy?
Ostatnią głośną zmianą jest oczywiście oczekiwane od dawna odejście Witolda
Waszczykowskiego. Jego kompromitujące wpadki były oczywiście śmieszne i
pogrążały polską dyplomację, nadając jej wizerunek szczególnie niekompetentnej.
Ale pamiętać należy, że to nie on doprowadził do skonfliktowania Polski z jej
demokratycznymi partnerami. Polityka zagraniczna nie jest przecież tworzona w
ministerstwie, więc nawet jeśli nowy minister uniknie błędów i śmieszności
poprzednika, raczej naszych relacji z Unią Europejską nie poprawi.
Trudno nie odnieść wrażenia, że dzisiejsza rekonstrukcja rządu służyć ma
głównie ociepleniu wizerunku, a nie rzeczywistej chęci zamiany polityki. Wygląda
to tak, jakby Prawo i Sprawiedliwość rozpoczynało kampanię wyborczą – wtedy zawsze
Jarosław Kaczyński chowa najbardziej nieudolnych i niepopularnych towarzyszy.
Mateusz Morawiecki skomentował powołanie nowych ministrów w sposób dla siebie
typowy, siląc się na poetyckie porównania, na wzór wielu wybitnych europejskich
polityków i polityczek, co jednak wychodzi mu dość siermiężnie. Co ciekawe,
zapowiedział, że Polacy będą się bogacić… duchowo. Rząd z takimi specjalistami
na pewno nam w tym pomoże.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz