wtorek, 9 stycznia 2018

Nowy rząd, stara polityka i duchowe wzbogacenie

Rekonstrukcja rządu stała się faktem. Można się oczywiście cieszyć, że najbardziej kontrowersyjni ministrowie, ci którzy przez dwa lata nie mieli wytchnienia w kompromitowaniu Polski, żegnają się z dotychczasowymi stanowiskami. Tylko czy te personalne zmiany zapowiadają również zmianę polityki, która, jak wiadomo, dzieje się przede wszystkim na Nowogrodzkiej?


Rząd w nowej odsłonie wolny od kontrowersji i kompromitacji nie jest. Mariusz Błaszczak, który wsławił się m.in. tym, że nie dostrzega w Polsce przestępstw z nienawiści, ba!, nawet faszystowskich transparentów na Marszu niepodległości nie zauważył, stanie teraz na czele Ministerstwa Obrony Narodowej. Służby pod jego rządami w MSWiA zaliczały wizerunkową wpadkę za wpadką. Czy będzie Mariusz Błaszczak godnym następcą Antoniego Macierewicza? Można przypuszczać, że skompromituje wojsko tak, jak skompromitował policję. Czy armię opuszczą kolejni doświadczeni wojskowi (z tych, którzy z jakiegoś powodu jeszcze się za Macierewicza ostali)? Czas pokaże.

A co z Macierewiczem? Smoleńsk się kończy – ostatnia miesięcznica zapowiedziana jest przecież na kwiecień 2018. Alternatywne śledztwo nie udowodniło tez o zamachu. Wrak samolotu nie wrócił do kraju. Jarosław Kaczyński wie, że to paliwo się wyczerpało, a smoleńska religia od samego początku oparta była na kłamstwie. Macierewicz nadawał się tylko do bycia jej twarzą – nikt inny nie był dość szalony i nieobliczalny, by firmować ją swoim nazwiskiem. Jego pozycja jako ministra miało ją też uwiarygodnić, ale okazało się, że Ministerstwo Obrony Narodowej nie tylko katastrofą się zajmuje, co doprowadziło do kompromitacji resortu na wielu płaszczyznach, a nawet otwartego konfliktu ministra z prezydentem – zwierzchnikiem sił zbrojnych. Odwołanie Macierewicza to niewątpliwy sukces Andrzeja Dudy, choć nie jest to żaden powód do radości. Zapewne jest to cena, jaką Jarosław Kaczyński musiał zapłacić za podpis prezydenta pod reformami sądownictwa.

Sam Antoni Macierewicz na pewno nie da o sobie zapomnieć i nie pozwoli znów się zepchnąć na polityczny margines. Jarosław Kaczyński też mu na to nie pozwoli, gdyż Macierewicz przemawia do sporego grona wyborców PiS-u.

Pozostaje jeszcze kwestia MSWiA po odejściu Błaszczaka. Zmiana tutaj też nie napawa optymizmem. Nadzór nad policją będzie miał Joachim Brudziński, ten sam, który bardziej przypomina zwykłego ulicznego zadymiarza (wystarczy wspomnieć prowadzone przez niego protesty za rządów Platformy Obywatelskiej), niż polityka, ten sam, który w kierunku protestujących w obronie Trybunału Konstytucyjnego dokończył, rzucone przez Kaczyńskiego hasło: „Cała Polska z was się śmieje… komuniści i złodzieje” (13 grudnia 2015). Zawsze posłuszny i zawsze w najbliższym otoczeniu prezesa PiS, na pewno z jeszcze większą żarliwością będzie „zabezpieczał” partyjne demonstracje i antyrządowe protesty.

Kolejna dobra zmiana nastąpiła w Ministerstwie Zdrowia, głównie chyba ze względu na ostatnie kłopoty służby zdrowia i wyjątkową niepopularność ministra Radziwiłła. O nowym ministrze zdrowia niewiele dziś można powiedzieć. Czy to tylko zmiana twarzy na taką, która jeszcze się źle nie kojarzy, czy zapowiedź faktycznego dialogu w celu poprawy sytuacji pacjentów i lekarzy?

Ostatnią głośną zmianą jest oczywiście oczekiwane od dawna odejście Witolda Waszczykowskiego. Jego kompromitujące wpadki były oczywiście śmieszne i pogrążały polską dyplomację, nadając jej wizerunek szczególnie niekompetentnej. Ale pamiętać należy, że to nie on doprowadził do skonfliktowania Polski z jej demokratycznymi partnerami. Polityka zagraniczna nie jest przecież tworzona w ministerstwie, więc nawet jeśli nowy minister uniknie błędów i śmieszności poprzednika, raczej naszych relacji z Unią Europejską nie poprawi.


Trudno nie odnieść wrażenia, że dzisiejsza rekonstrukcja rządu służyć ma głównie ociepleniu wizerunku, a nie rzeczywistej chęci zamiany polityki. Wygląda to tak, jakby Prawo i Sprawiedliwość rozpoczynało kampanię wyborczą – wtedy zawsze Jarosław Kaczyński chowa najbardziej nieudolnych i niepopularnych towarzyszy. Mateusz Morawiecki skomentował powołanie nowych ministrów w sposób dla siebie typowy, siląc się na poetyckie porównania, na wzór wielu wybitnych europejskich polityków i polityczek, co jednak wychodzi mu dość siermiężnie. Co ciekawe, zapowiedział, że Polacy będą się bogacić… duchowo. Rząd z takimi specjalistami na pewno nam w tym pomoże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz