Prawo i Sprawiedliwość działa sprawnie i szybko.W czwartek rano, 7 grudnia, Beata Szydło wybroniła się przed wotum nieufności zgłoszonym przez Platformę Obywatelską, a wieczorem została odwołana przez własną partię.Po jej czwartkowym wystąpieniu w Sejmie chciałem napisać do niej list otwarty. Nie zdążyłem, a niespełna tydzień później mieliśmy nowego premiera.
Czy jednak Mateusz Morawiecki jest dobrą zmianą? Jego exposé pozwala w to wątpić – było równie obłudne i niewiarygodne, choć może subtelniejsze, co wcześniejsze wypowiedzi Beaty Szydło.
Premier Morawiecki oparł swoje exposé na
kłamstwie. Hipokryzja PiS-u obnażana była już wielokrotnie. Ja również nie
potrafię milczeć, przyzwoitość mi nie pozwala nie zająć stanowiska, gdyż
stężenie obłudy osiągnęło w ostatnim miesiącu wyżyny.
Zaczęło się od tweetu Beaty Szydło, która po
nocnym spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim, na którym, jak mówią, ważyły się losy
jej i rządu, napisała:
Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska.Dbająca o rodzinę i wartości, bezpieczna. Wyrosła na fundamencie chrześcijańskim, tolerancyjna i otwarta. Nowoczesna i ambitna. To mój kraj. Przykład dla Europy i świata. Tacy jesteśmy Polacy— Beata Szydło (@BeataSzydlo) December 4, 2017
Praktycznie każde słowo w tym tweecie to
kłamstwo lub manipulacja.
- „najważniejsza jest Polska” – PiSod dwóch lat szkodzi Polsce wewnątrz, kłócąc Polaków, i na arenie międzynarodowej, ośmieszając i izolując Polskę w Europie i na świecie. Polska jest najważniejsza to hasło megalomanii i nacjonalizmu, których skutki znamy z przeszłości.
- „Dbająca o rodzinę” – a wciąż pozostawiająca samym sobie mnóstwo rodzin, które nie przypominają tej z jedynego słusznego modelu, wymyślonego przez partię. Przez religijne dogmaty państwo odmawia dziesiątkom tysięcy dzieci i ich rodzicom ochrony. Nie dba o rodzinę pisowska Polska, która likwiduje państwowe programy in vitro, która odmawia finansowania organizacjom kobiecym i przeciwdziałającym przemocy domowej.
- „wartości” – nie precyzuje jednak pani premier, o jakie wartości chodzi. Rząd Beaty Szydło nieustannie deptał wartości demokratyczne, wolność i uczciwość.
- „bezpieczna” – jak może Polska być bezpieczna, gdy ministerstwem obrony kieruje szaleniec z obłędem w oczach, obracający Polskę przeciw jej europejskim przyjaciołom? Jak polacy i Polki mogą być bezpieczni, gdy rząd ignoruje marsz faszystów przez centrum stolicy, a policję nasyła na pokojowe demonstracje w obronie zasad demokratycznych?
- „wyrosła na fundamencie chrześcijańskim” – PiS lubi się do chrześcijaństwa odwoływać. Na przykład przepisy antyaborcyjne chce zaostrzyć, powołując się na Kościół właśnie i z księżmi i biskupami mówi w tej sprawie jednym głosem. Ale chrześcijańskiego miłosierdzia nie chce okazać uchodźcom, wbrew nawet słowom samego papieża. Rozdwojenie jaźni, czy cyniczne i instrumentalne wykorzystywanie religii do celów politycznych? Dziwne, że ktoś się jeszcze na pobożność polityków nabiera.
- „tolerancyjna i otwarta” – tolerancyjna dla nietolerancyjnych rasistów, ksenofobów, nacjonalistów, homofobów… Nie jest jednak otwarta dla tych, którzy uciekają przed wojną. Nie jest tolerancyjna, gdy władze nie reagują na mowę nienawiści i na czyny nienawiści wymierzone przez faszystów wspieranych przez rząd.
- „nowoczesna i ambitna” – cofająca nas politycznie do PRL-u i jednowładztwa, w której edukacja zamieniona zostaje na religijną indoktrynację, polegającą na zaprzeczaniu odkryciom naukowym i stanowi współczesnej wiedzy.
- „to mój kraj” – nie, Polska nie jest niczyją własnością, choć PiS próbuje ją gwałtem zawłaszczyć od dwóch lat. Nawet Konstytucja, już w pierwszym artykule zaznacza, że „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Ale co też ja piszę… Konstytucja!
- „Przykład dla Europy i świata” – dlatego Europa i świat od dwóch lat nawołują polski rząd do opamiętania się i ostro piętnują kolejne przejawy zbaczania Polski z drogi, którą podążają demokratyczne państwa prawa. Ale może faktycznie rządowi PiS zależy bardziej na opinii dyktatur i rządów autorytarnych?
- „Tacy jesteśmy Polacy” – Polacy nie są PiS-em i najwyższy czas, by rząd to zrozumiał, bo powinien reprezentować wszystkich, a nie tylko swoich wyborców. Tak, Polacy są otwarci i tolerancyjni, nowocześni i ambitni, dbający o wartości i rodziny, wyrośli na fundamentach różnych wyznań, religii i prądów myślowych. To wszystko ma się jednak nijak do działań i polityki Prawa i Sprawiedliwości, które konsekwentnie są zaprzeczeniem tego, o czym napisała Beata Szydło.
Ten festiwal obłudy kontynuowała pani Szydło,
gdy grzmiała z mównicy sejmowej, broniąc się przed wotum nieufności. Swoje
wystąpienie również rozpoczęła od kłamstwa, o kłamstwo równocześnie oskarżając
posłów Platformy Obywatelskiej.
„Wniosek [o wotum nieufności] złożyła partia,
z której wywodzą się europosłowie, którzy w Parlamencie Europejskim głosowali
przeciwko Polsce” – mówiła, sugerując, że Polska i polski rząd, działający w
sposób sprzeczny z Konstytucją RP są tożsame.
To nie wniosek Platformy obraża inteligencję Polaków,
jak stwierdziła Beata Szydło, ale właśnie jej wystąpienie.
Dalej PBS pytała o to, komu zależy na
destabilizacji Polski, kogo reprezentuje opozycja, bo PiS, jej zdaniem,
reprezentuje Polaków.
Takie szukanie zewnętrznych wrogów to żadna
nowość w ustach polityków PiS. Ale to też retoryka typowa dla PRL-u i stanu
wojennego, których mentalnym spadkobiercą jest przecież Jarosław Kaczyński, co
nawet ja bez trudu wykazałem wielokrotnie. Jednak tu również pani premier
skłamała, twierdząc, że reprezentuje Polaków. W rzeczywistości mniej niż 20%
uprawnionych do głosowania oddało swój głos na Prawo i Sprawiedliwość. Dla tej
garstki swoich wyborców, których partia rządząca nazywa dumnie suwerenem, Beata
Szydło uważa, że może ignorować resztę społeczeństwa. Zresztą politycy PiS-u
niejednokrotnie już opozycję, a nawet tych obywateli, którzy na obecną
większość parlamentarną nie głosowali, nazywali zdrajcami, odmawiali im
patriotyzmu, a wręcz wykluczali ich z narodu. Polakami są więc według Prawa i
Sprawiedliwości jedynie zwolennicy partii rządzącej. Chwilę później ta sama
premier Beata Szydło apelowała do opozycji: „zacznijmy razem działać na rzecz
ojczyzny. Dość awantur, dość szkodzenia”. Wybrzmiało to wyjątkowo obłudnie.
Mateusz Morawiecki nie zaprezentował się wcale
lepiej w swoim exposé. On również mówił o budowaniu wspólnoty i o jedności
ponad podziałami.
Nowy premier rozpoczął swe przemówienie od
opowieści o tożsamości. Niestety oparł się wyłącznie na przeszłości
(potraktowanej zresztą wybiórczo) i tej tak charakterystycznej dla prawicy
tęsknocie za tym, co minęło.
O ile duma z historii i dokonań naszych
przodków jest jak najbardziej chwalebna, o tyle ciągłe odwoływanie się do
czasów minionych, jako lepszych, to zjawisko niebezpieczne, choć typowe dla
władzy, o której mówi się przecież, że cofa nas w warstwie prawnej, mentalnej i
społecznej do przeszłości.
Morawiecki przekonywał, że nie chce państwa, „które
opuszcza swoich obywateli”. Ale przecież to rząd, którego był członkiem,
obywateli opuścił, nie prowadził z nimi dialogu, nie potrafił uzasadnić i
wyjaśnić swoich postępowań.
Jego exposé pełne było jeszcze wyraźniejszych
sprzeczności.
Z jednej strony troska o środowisko i walka ze
smogiem, a z drugiej oparcie oparcie energetyki głównie na węglu. Nowy premier
głosi zero tolerancji dla przemocy wobec kobiet, a jego rząd i środowisko nie
akceptują konwencji antyprzemocowej i odmawiają finansowania organizacji
kobiecych.
Wracając do przeszłości, premier Morawiecki
mówił:
„Rzeczpospolita to jedna z najwspanialszych tradycji Europy. To jedna z największych tradycji tolerancji i demokracji. (…) Na palcach [jednej] ręki policzyć można państwa, w których tak duża część społeczeństwa przez tak długie wieki mogła się cieszyć wolnością”.
To akurat prawda – mogła. Czas przeszły jak najbardziej
uzasadniony. Nie przekłada się to jednak na Polskę współczesną.
Ale jednym z bardziej oburzających momentów
tego exposé był fragment o europejskich wartościach. Mateusz Morawiecki udawał,
że nie wie, czym są ideały, na których zbudowano europejską wspólnotę i
wysławiał w tym miejscu „wartości tradycyjne” i „prawo naturalne”, którym,
rzekomo, europejskie wartości zaprzeczają.
W chwilę później premier stwierdził, że ma
zamiar zachęcić Polaków do powrotu z emigracji. Niestety zdaje się, że pan
premier zapomniał, że wielu z nich wyjechało z Polski właśnie ze względu na te
europejskie wartości, na wolność, na równość, których nie doświadczają w kraju.
Wypowiedź Mateusza Morawieckiego o wartościach jest ohydna, bo wyraźnie
wskazuje, że rząd nadal ma zamiar dzielić Polaków na lepszych i gorszych,
wykluczać część społeczeństwa i odmawiać jej równych praw. Nie ma sensu owijać
w bawełnę: zawsze gdy prawica mówi o „prawie naturalnym”, chodzi o uzasadnienie
dla homofobicznej dyskryminacji.
Jeśli rechrystianizacja Europy, o której marzy
polski premier, ma wyglądać jak polski mariaż polityki z Kościołem, to oczywiście
poniesie klęskę, bo Europejczycy cenią prawdziwe wartości, dzięki którym
zjednoczona Europa od połowy dwudziestego wieku nie zaznała wojny. Nikt się nie
ugnie przed pohukiwaniami polskiego rządu, będącymi jedynie próbą zachowania
jego prawa do dyskryminowania obywateli Polski i Europy. Ale sama ta próba jest
skandaliczna, tym bardziej, że znalazła swoje miejsce w exposé polskiego
premiera.
W nowy rok weszliśmy z nowym premierem, starym
rządem i równie starym stylem rządzenia. Rząd kłamał ustami Szydło i kłamie
ustami Morawieckiego, by zmanipulować opinię publiczną. Prawo i Sprawiedliwość
nie potrafi bowiem istnieć poza kłamstwem, zaklina rzeczywistość, fałszuje
historię, tworzy podziały, które wcześniej w społeczeństwie nie istniały.
Pierwszy tydzień nowego roku i sprawa służby zdrowia pokazują, że raczej nie ma
sensu liczyć, iż cokolwiek się tu zmieni. Rekonstrukcja rządu już jutro, 9
stycznia. Witaj kontynuacjo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz