czwartek, 11 stycznia 2018

O wolnej woli i ubezwłasnowolnieniu - czyli aborcja znów w Sejmie

10 stycznia 2018 sprawa aborcji wróciła do Sejmu pod postacią dwóch obywatelskich projektów – jednego liberalizującego prawo do przerwania ciąży i drugiego, zaostrzającego istniejące przepisy, jedne z najbardziej restrykcyjnych w Europie.


Pierwsza propozycja, wniesiona przez komitet Ratujmy Kobiety przedstawiona została przez Barbarę Nowacką w wyjątkowo merytorycznym i wyważonym przemówieniu, którego słuchało na sali obrad 12 (tak, dwanaście) osób! Dwanaście – to liczba posłów i posłanek, którzy wyrazili zainteresowanie treścią projektu ustawy. Czy ta liczba ma znaczenie? Przecież najważniejsze, że podczas głosowania sala była niemal pełna. Otóż nie. Sejm nie jest jedynie maszyną do głosowania. Dyskusja nad projektami ustaw to wyjątkowa okazja do zapoznania się z ich treścią i uzasadnieniem. Bo czy można wierzyć, że wszyscy posłowie i posłanki faktycznie czytają teksty, które są im dostarczane, że je właściwie rozumieją? Ich obowiązkiem jest wysłuchać wniosku, zwłaszcza gdy chodzi o wniosek obywatelski.

Przemówienie Barbary Nowackiej warte było wysłuchania. Niestety nawet osoby obecne w ławach sejmowych nie wykonały tego wysiłku, co pokazały w dalszej części obrad, wyrażając opinie, które niewiele miały wspólnego z przedstawionym projektem, głosząc kłamstwa na jego temat, odrzucając fakty i próbując zmanipulować opinię społeczną. Na merytoryczną i spokojną dyskusję, którą otworzyła Barbara Nowacka, odpowiedziano fałszem i ideologicznymi pokrzykiwaniami.

Trzeba tu też wspomnieć o drugim projekcie, przedstawionym przez Kaję Godek, która, z nieznanych mi powodów, zamiast uzasadniać własny projekt, atakowała, powielając te same kłamstwa i manipulacje, propozycję komitetu Ratujmy Kobiety. Biorąc to pod uwagę, pozwolę sobie wczorajsze debaty skomentować jako całość.

Sejmowa dyskusja dotyczyła w gruncie rzeczy wyboru: wyboru pomiędzy daniem kobietom prawa wyboru, prawa do decydowania o własnym życiu, ciele i losie, a narzuceniem im – wszystkim, niezależnie od poglądu, wiary itp. - umotywowanej religijnie woli kościelnych hierarchów i ich zwolenników. Nie oszukujmy się, nawet podczas debaty posłowie prawicy powoływali się na opinie odwołujące się do Boga i religijnych dogmatów. Mają oczywiście do tego prawo i absolutnie nie mam zamiaru ich za to piętnować. Szkoda tylko, że nie mieli dość uczciwości (i że nie miała jej Kaja Godek), by jasno i wyraźnie ogłosić: „Tak, chcemy, aby zasady religii, którą wyznajemy były w świeckim państwie prawem obowiązującym również tych, którzy jej nie podzielają”. Szkoda.

Mówili zamiast tego bardzo dużo o zwolennikach aborcji, używając skandalicznego języka (na końcu link do stenogramów), obrażającego kobiety, ich rodziny i lekarzy, mówiąc o eksterminacji, selekcjonowaniu, czy wręcz polowaniu na dzieci do zabijania, co miałoby być głównym celem i zajęciem służby zdrowia. Co więcej, pani Godek i jej zwolennicy sugerują swoimi wypowiedziami, że propozycje proaborcyjne zagrażają uśmierceniem osób żyjących z niepełnosprawnością, co jest wyjątkowo haniebną manipulacją.

Tymczasem Barbara Nowacka zaproponowała rzecz niezwykle prostą i, zdawałoby się, oczywistą w państwie demokratycznym: dajmy kobiecie wybór. Jeśli mamy konstytucyjnie zagwarantowaną równość obywateli i obywatelek oraz wolność, prawo do ochrony życia prywatnego, rodzinnego oraz do decydowania o swoim życiu osobistym, to niech nikt, w imię własnego światopoglądu, kobiety nie zmusza do postępowania wbrew jej przekonaniom. Prawo wyboru, co powtarzam od lat i powtarzał będę, jest podstawowym prawem demokratycznym. Skoro jesteśmy wolni w wyborze naszych reprezentantów w parlamencie, to musimy też być wolni w wyborze, czy, ile i kiedy chcemy mieć dzieci.

Oczywiście, i na to też Barbara Nowacka i wiele innych osób zwróciło uwagę, najlepiej, żeby ten wybór nie dokonywał się przez aborcję. Ja naturalnie też się z tym zgadzam. Jasne, lepiej żeby aborcji nie było. A zatem lepiej, żeby nie było niechcianych ciąż. Ale nie można, jak to robią hipokryci pokroju posłów partii rządzącej, mówić o darze macierzyństwa i zakazie aborcji, gdy jednocześnie parlament i rząd są przeciwnikami antykoncepcji (z tych samych, zresztą, religijnych pobudek)! Nie można mówić o świadomym macierzyństwie, gdy parlament i rząd odrzucają wiedzę i edukację! Te kwestie również chciał regulować projekt Ratujmy Kobiety.

Co zaś się tyczy aborcji z powodu nieuleczalnych wad czy trwałego uszkodzenia płodu, której zakaz i tak skazuje noworodki na niemal natychmiastową śmierć lub długą i bolesną wegetację, nie mają moim zdaniem racji zwolennicy zakazu aborcji, gdy mówią o szpitalach zamienianych w rzeźnie i wykazują się szczególnym brakiem empatii, wciągając w tę dyskusję osoby niepełnosprawne i insynuując, jak już wspomniałem, że legalna aborcja prowadzi do ich mordowania.

Zarodek czy płód o niewykształconych narządach, a przez to niezdolny do samodzielnego życia poza organizmem matki, nie jest dzieckiem, a medycyna nie zna pojęcia „dziecka nienarodzonego”. Tym razem dyskusja nie zatrzymała się na definicjach. Wiadomo, że obie strony sporu o aborcję nigdy nie dojdą w tej kwestii do porozumienia, dlatego prawo wyboru jest jedynym możliwym, zdroworozsądkowym kompromisem. Jego zaletą jest to, że można z tego prawa nie skorzystać. Każda kobieta powinna mieć prawo do podjęcia tej decyzji  w zgodzie z własnym sumieniem. Takie prawo miała Kaja Godek, a teraz próbuje je odebrać wszystkim innym kobietom. To  nie jest, i nikt nie twierdzi inaczej, decyzja łatwa. Ale to jeszcze nie powód, by grupa posłów wespół z episkopatem mieli zdejmować z kobiet jej ciężar.

Znamienne, że ci, którzy odwołują się tak często do mitycznej polskiej religijności (jako leku na całe zło), tak instrumentalnie traktują religię, próbując jej zalecenia uczynić prawem obowiązującym, z jednej strony wykazując brak zaufania do współwyznawców (a nawet traktując ich jak ubezwłasnowolnionych idiotów, niezdolnych do podejmowania samodzielnych decyzji), z drugiej, zmuszając do postępowań zgodnych z ich religią wszystkich, którzy jej nie wyznają. I są to te same osoby, które przestrzegają przed islamem, który rzekomo cokolwiek chce nam narzucić wbrew naszej woli!

Czyżby więc ludzie kościoła i prawicy wątpili w pobożność Polek i Polaków i w to, że społeczeństwo ceni i słucha słów Jana Pawła II, skoro chcą ustawami regulować wszystkim życie zgodne z nauką Kościoła? Czyż to nie jest wyjątkowa obłuda?

Posłowie i kler nie mogą zastępować indywidualnego sumienia każdego obywatela i każdej obywatelki. Wolna wola to przymiot, o którym również napisano w Biblii.

Ten wybór jest trudny, ale jest to wybór ważny, którego powinna dokonać kobieta, bo to przecież ona będzie to dziecko rodzić, ona będzie musiała się nim zająć. To ona musi wiedzieć, czy stać ją na to fizycznie i psychicznie i nie wolno nikomu winić jej za to, że na takie męczeństwo się nie zgodzi. Wiele kobiet się zgodzi, jak Kaja Godek, i będą z macierzyństwa czerpały radość. Chwała im za to. Ale nie wszystkie muszą. Ani do macierzyństwa, ani do heroizmu nie wolno, po prostu nie wolno nikogo zmuszać, bo to jest najzwyklejsza podłość. I pomoc państwa (o której wciąż się mówi, że jest za mała), jakkolwiek byśmy jej nie zwiększyli, tego nie zmieni. Czy kobieta dostanie 4 tysiące, czy 20, jeśli psychicznie nie będzie miała sił, by zająć się swym wegetującym noworodkiem, to żadne pieniądze tego nie zmienią. Natomiast zmuszanie jej do urodzenia dziecka z tragicznymi, nieuleczalnymi wadami, po to by zamknąć je w ośrodku to nic innego jak tworzenie nowych obozów koncentracyjnych.


Projekt Ratujmy Kobiety przepadł, gdyż część posłów tak zwanej opozycji postanowiła nie wziąć udziału w głosowaniu. Do dalszych prac w komisji skierowano tekst Kai Godek. Może to dobrze? Społeczeństwo znów się zmobilizuje, a to istotne w roku wyborczym. Pozwoli też na dalsze prowadzenie publicznej debaty, co zapewne przyczyni się do upowszechnienia rzetelnej wiedzy na temat aborcji, antykoncepcji i edukacji seksualnej, co jest niezbędne nawet w Sejmie, gdyż parlamentarnej większości ewidentnie brakuje merytorycznych argumentów.

Kobiety o swoje prawo wyboru będą dalej walczyć, między innymi poprzez prawo wyboru, które wywalczyły w 1918. Ratujmy kobiety, bo można je uratować. Dla obecnej opozycji sejmowej nie ma już po wczorajszym głosowaniu ratunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz